Pożyczyłam od koleżanki książkę autorki Gillian Flynn. Sięgnęłam po tytuł, który został zekranizowany “Zaginiona dziewczyna”. Chyba się skuszę na oglądnięcie, choć nie spotkałam się jeszcze z dobrym filmem powstałym na podstawie książki.
Szczerze przyznając książka na początku mnie nie zachwyciła. Całość podzielona jest na dwa opisy, według niego i według niej. Do tego retrospekcja wydarzeń wymieszana ze wspomnieniami oraz bieżącą akcją. Bardzo musiałam się skupić, aby scalać całość, zwłaszcza czytając w mało sprzyjających warunkach.
Dodatkowo sposób myślenia postaci bardzo jest różny od mojego, aż miałam ochotę momentami powiedzieć, jacy beznadziejni są Ci bohaterowie i standardowe “co autor miał na myśli?” lub “ale ona jest naiwna”. Należy jednak dojść do finału historii, aby zrozumieć wcześniejsze strony książki.
Jest letni, upalny poranek, a Amy i Nick obchodzą piątą rocznicę ślubu. Nie zdążą jednak świętować tego dnia, ponieważ piękna, niezwykła Amy znika z ich domu. Standardowo wszystkie podejrzenia padają na jej męża, który swoim zachowaniem tylko utwierdza społeczeństwo oraz policję, że mógł być sprawcą zabójstwa. Wraz z pomocą siostry stara udowodnić swoją niewinność.